Nowy facet na siłowni. O tej porze jest w zasadzie pusto, trenuje zaledwie kilku stałych bywalców, jedna kobieta i ten nowy. Nie odzywa się, ale dziwnym zbiegiem okoliczności ćwiczy na stanowiskach obok dziewczyny przez dobre 40 minut. Razem z nią zmienia sale, używa tych samych sprzętów, w końcu, kiedy zostają sami, ściąga z siebie koszulkę, ze spodenek wyjmuje telefon… „Czy mogłabyś mi zrobić zdjęcie?”… I zaczyna się pozowanie: przodem, bokiem, tyłem… teraz bliżej, teraz dalej, klata, plecy… z tej pozycji, a teraz z tej, bo tu źle pada światło… to może tak spróbujemy?

Kim są mężczyźni z ciałami greckich bogów spędzający na siłowni niemal każdy dzień? Czy oprócz doskonałości własnego ciała są w stanie dostrzec cokolwiek innego? Czy lustra służą im rzeczywiście do obserwacji poprawności technicznej wykonywanych ćwiczeń? A może siłownia to świątynia narcyzmu w najczystszej jego postaci?

Adam Piwko
Adam Piwko

Oczywiście nigdy nie wolno upraszczać. Trenując regularnie, poczyniłam jednak pewne obserwacje.

Facetów z przybytków żelastwa podzielić można niewątpliwie na kilka grup:

1. małolatów z kompleksami, których nogi mają w obwodzie tyle, ile ręce (trenują wszystko i nic konkretnie);

2. facetów bez kompleksów, trenujących celem zrobienia wrażenia na laskach (najczęściej robią ćwiczenia na klatę i biceps);

3. mężczyzn świadomych własnego ciała i własnych niedoskonałości (robią ćwiczenia na wszystkie grupy mięśniowe);

4. facetów nieświadomych, przekonanych (nie wiedzieć czemu) o własnej atrakcyjności, wciąż prężących się przed lustrami;

5. mężczyzn prawie doskonałych, zawsze ćwiczących w koszulkach, skupionych na treningu, który jest dla nich drogą do osiągnięcia sukcesu.

Historia mitycznego Narcyza mogłaby dzisiaj brzmieć nieco inaczej. Nie byłby to uroczy młodzieniec, nie zdający sobie sprawy z mocy własnej urody do czasu feralnego przejrzenia się w tafli wody, ale przeciętny figo-fago, który przypadkiem (lub nie) trafia na siłownię. Otoczony zewsząd lustrami i skazany na własne w nich odbicie, zakochuje się sam w sobie. Od tej pory nie interesuje go już nic więcej. Odrzuca kolejne kobiety, bo żadna nie jest ładniejsza i doskonalsza od niego. Mijają lata, rosną mięśnie, maleje mózg (organ nieużywany zanika, ale jeśli oprócz siłowni ktoś żyje jeszcze innymi sprawami, to ten przytyk nie jest do niego), wygrywa kolejne zawody, wciąż zapatrzony w swoje odbicie w lustrze i wciąż sam. Może obudzi się z ręką w nocniku, a może nie? Może umrze w samotności, zupełnie jej nie odczuwając, bo przecież ma sam siebie?

Powtórzę po raz kolejny: nie upraszczajmy! Na siłowniach jest wielu mężczyzn należących do piątej grupy, dla których budowanie ciała jest drogą do sukcesu, niekoniecznie mierzalnego osiągami scenicznymi. To równie dobrze budowanie poczucia własnej wartości, dbanie o tężyznę fizyczną, o poprawę jakości życia, o zdrowie (warunek: brak substancji zakazanych). Ciało jest naszą wizytówką i choćby nie wiem, jak bardzo rozwinięty był nasz mózg, to jednak ono rzuca się w oczy na początek w każdej kwestii, nawet wtedy, kiedy idziemy na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy. Pracodawca, mając przed sobą wystraszonego suchelca w okularkach z teczuszką pod pachą i pewnego siebie, konkretnie wyglądającego mężczyznę, zawsze wybierze tego drugiego. Więc do dzieła, Panowie! Siłownie stoją otworem! Tylko za często nie patrzcie w lustra….

M. Zborowska

Facebook Comments
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Inne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

WIELKIE MISTRZYNIE WIELKIE PLANY

Czy na jesieni b.r. dojdzie do kolejnego wielkiego pojedynku między Katarzyną Dudek i Anną…